Cofnijmy się o kilka miesięcy kiedy to, jak zwykle bezmyślnie, przeglądając filmy rekomendowane mi przez imdb, natrafiłam na grafikę brzoskwini. Opis filmu był na tyle lakoniczny, że zapewne puściłaby wszystko w niepamięć, gdyby nie zdjęcie obsady, na którym jeden z aktorów zmuszony był pozować z pokaźnym temblakiem, co momentalnie przykuło moją uwagę. Dziś bez wątpienia stwierdzić mogę, że to dzięki filmowej bazie i złamanej ręce Armiego Hammera tak szybko w moje ręce trafiła prawdopodobnie najlepsza powieść tego roku. Życie potrafi zaskoczyć.
piątek, 11 sierpnia 2017
piątek, 4 sierpnia 2017
Dobre książki mają smutne zakończenia. Podsumowanie cz. I (styczeń-lipiec)
Podsumowania to słodka udręka. Skondensowanie wszystkich myśli, które
przebiegły przez moją głowę w ciągu minionych miesięcy do miarę zgrabnej
notatki, która pozbawiona będzie skrótów myślowych nie jest łatwe. Stwierdziłam więc,
że całkiem w porządku będzie zrobienie wstępnego zestawienie najlepszych
książek w lipcu. Dzięki temu stworzenie czegokolwiek pod koniec grudnia z
pewnością będzie łatwiejsze (chyba, że wszystko ulegnie zmianie, na co zawsze w
skrytości ducha liczę ). Dokonując wyboru najlepszych powieści zorientowałam
się, że wyjątkowo wszystkie wybrane przeze mnie pozycje, pomimo dużego
zróżnicowania gatunkowego, różnej ilości stron, innych grup docelowych mają
wspólny mianownik – brak cukierkowego happy endu. Nie jestem i nigdy nie byłam
fanką szczęśliwych zakończeń, jednakże aż tak duże nagromadzenia książek
kończących się wedle mojego gustu zaskoczyło nawet mnie samą.
Paczka chusteczek powinna być gratis, czyli "Holding the man"
Zazwyczaj
filmy, które wywarły na mnie wrażenie oglądam tylko raz. Choć czasami czuje
potrzebę powrotu do odczuwanych wówczas emocji, niepewność czy coś nie wpłynie
na moje pierwsze dobre wrażenie skutecznie powstrzymuje mnie przed tym. Z racji
tego, iż niedawno zmierzyłam się z książką na podstawie, której powstał film, postanowiłam złamać
zasadę i sprawdzić czy mój pierwotny osąd nie był mylny.
niedziela, 16 lipca 2017
Patrząc na pomylony świat, czyli "Tokyo Ghoul"
A wszystko zaczęło się od piosenki…
Jak
zwykle podczas sesji zamiast poświecić czas na naukę marnuje go na poszukiwanie odpowiedniego soundtracku do tej jakże nierównej walki z notatkami. Podczas
jednej z wypraw w odmęty youtuba przypadkowo natknęłam się na
piosenkę z openingu Tokyo Ghoula (co prawda w wersji przerobionej na balladę
wykonanej na pianinie, ale zawsze). Oczywiście dłuższą chwilę zajęło mi
zrozumienie czego słucham, z czego to pochodzi, czego jest adaptacją, lecz po
dłuższej chwili wiedziałam już całkiem sporo.
Tak
o to natknęłam się na serie która zaprzątnęła mój umysł na następne tygodnie….
sobota, 15 lipca 2017
"Holding the man" Timothy Conigrave
Po
obejrzeniu w zeszłym roku filmu „Holding the man” na moją listę książek do przeczytania
automatycznie trafił pierwowzór – autobiografia Tim Conigravea o tym samym
tytule. Musiał minąć jednak wiele miesięcy zanim książka ta trafiła w moje ręce. Chwile po jej skończeniu stwierdzić jednak mogę, że warto było czekać.
Toeloop, Flip, Axel i inne nazwy, których zazwyczaj nie używasz, czyli "Yuri!!! on ice"
Niepisana zasada mówi, iż historie w które się zagłębiamy powinny pasować klimatem do trwającej pory roku. Logika podpowiada, że to właśnie rajskie plaże, dzikie dżungle, nasłonecznione łany zbóż powinny stać się miejscem w akcji, w którym wraz z nowopoznanymi bohaterami przeżywać będziemy niezapomniane przygody. Ta normalniejsza część mojej osobowości niestety już dawno wzięła wolne dlatego też swój pierwszy tydzień wakacji spędziłam z „Yuri ! On ice” (znowu).
piątek, 30 grudnia 2016
Podsumowanie 2016
Na początku każdego nowego roku przeżywam ekscytacje, myśląc, iż może to właśnie TEN rok, będzie tym, w którym odnajdę książkową, filmową czy serialową miłość swojego życia. Gdy tak się jednak znów nie dzieje, w czasie podsumowań oddycham z niemałą ulgą. Co miałabym począć, gdybym w końcu osiągnęła swój cel? W końcu nie od dziś wiadomo, że droga którą przemierzamy jest niejednokrotnie bardziej wartościowa aniżeli cel do którego zmierzamy. Tak więc w tym roku, pragnąc odnaleźć książkę/film/serial idealny, zmierzyłam się z 75 literackimi tworami wszelakiej jakości, grubości i rodzaju, co dało w sumie ponad 30 000 tysięcy stron, 122 filmy (nie chce myśleć ile to w sumie godzin), oraz kilka seriali, przeczytanych/obejrzanych moimi zmęczonym studiami oczyma. Niczego jednak nie żałuję!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






